Setne urodziny Pana Władysława Fedczyszyna
23 czerwca Władysław Fedczyszyn obchodził setne urodziny. To obecnie najstarszy mieszkaniec naszego miasta.
20 czerwca Szacowny Jubilat odebrał z rąk burmistrza Jana Serkiesa listy gratulacyjne od Premiera Polski Mateusza Morawieckiego i Wojewody Dolnośląskiego Jarosława Obremskiego. Włodarz miasta złożył także serdeczne gratulacje i życzenia w imieniu mieszkańców, władz samorządowych i swoim własnym:
- Dane było Panu przeżyć cały wiek naszej polskiej historii, doświadczyć trudów i radości z nią związanych. Papież Jan Paweł II w "Liście do ludzi w podeszłym wieku" pisał: "Cechą cywilizacji prawdziwie ludzkiej jest szacunek i miłość do ludzi starszych, dzięki którym mogą oni czuć się żywą częścią społeczeństwa". Niech mi zatem będzie wolno tą drogą podziękować Panu w imieniu własnym, władz miasta i lokalnej społeczności za wszelkie trudy i owoce minionych stu lat oraz złożyć życzenia zdrowia i pogody ducha na kolejne lata.
Jubilat gościł w ratuszu z najbliższą rodziną, która na co dzień, z wielką życzliwością wspiera seniora rodu.
Pan Władysław urodził się 23 czerwca 1923 r. na Kresach. Jego rodzinna wieś Buszcze w rejonie tarnopolskim istnieje do dziś. Od najmłodszych lat Pan Władysław związany był z rolą i ciężką pracą. Rodzice uczyli go odpowiedzialności, uczciwości i empatii. Tymi wartościami kierował się całe życie.
Kiedy wybuchła wojna Pan Władysław zaciągnął się do Wojska Polskiego. Służył swojemu narodowi kilka lat, także po zakończeniu działań zbrojnych. Wojna zabrała wielu bliskich, w tym także matkę Pana Władysława, pozostałych przesiedlono. Po wyjściu z wojska młody Władek szukał rodziny na ziemiach odzyskanych. W okolicach Głubczyc znalazł ojca, który prowadził niewielkie gospodarstwo. Tu także osiedlili się bracia ojca. Rodzina, mimo, że już nie w komplecie, zcalała się po wojennej zawierusze. Życie wracało do normy. Władysław poznał piękną Katarzynę Zamojską. Piękną i mądrą. Ona też doceniła zalety młodego Władzia i wkrótce się pobrali. Ich miłość zaowocowała dwójką dzieci. Rodzina wspólnie z ojcem prowadziła skromne gospodarstwo. Było ciężko. Wtedy zapadła decyzja o przeprowadzce do Konradówki na Dolnym Śląsku. Na tych terenach było wielu przesiedleńców z okolic Tarnopola – sentyment i tęsknota za namiastką dawnego życia była silną pokusą. Doskonale się tu odnaleźli. Szybko się zaaklimatyzowali, zaprzyjaźnili z sąsiadami. Pan Władysław znalazł zatrudnienie w Reniferze, po pracy zajmował się gospodarstwem, żona pomagała w obejściu, opiekowała się dziećmi, troszczyła o dom. Tu życie ułożyło się pomyślnie i przez kolejnych wiele lat płynęło spokojnie.
Dziś Pan Władysław mieszka u córki. Cieszy się dobrym zdrowiem i odwiedzinami najbliższych.
- Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie wpadł – mówi pani Janina. – To dla nas obojga wielka radość. Wszyscy jesteśmy bardzo rodzinni. Spotykamy się przy okazji świąt, urodzin, imienin, dnia ojca, dziadka… - tato uwielbia te odwiedziny.
Troje wnucząt, troje prawnucząt, dzieci, ich partnerzy, to dla pana Władysława największe szczęście. Pytany o panaceum na długowieczność nie udziela jednoznacznej odpowiedzi.
- Całe życie ciężko pracowałem, nie piłem, nie paliłem, nie wdawałem się w konflikty. Cenię sobie spokój, mam ugodową naturę. Lubię ludzi, ludzie zawsze lubili mnie… Może to jest ta recepta.
- Tato wciąż jest w dobrej kondycji - dodaje córka. Ma apetyt. Kiedy mama gotowała, piekła jadł wszystko - mama była wspaniałą gospodynią. Zdaje się, że moja kuchnia też mu odpowiada – nie muszę namawiać go do jedzenia.
Czy Pan Władysław ma marzenia? Ma, od wielu lat jedno i to samo – żeby w rodzinie, kraju, na świecie była zgoda, spokój i szacunek…Piękne marzenie, które z pewnością realizuje się w najbliższym otoczeniu Jubilata. I niech tak zostanie przez kolejne lata…






